Art stations fundation - by Grażyna Kulczyk


04.12.2010
19:00
Studio Słodownia +3
Agnieszka Ryszkiewicz & Nuno Bizzaro histoire de...

04.12.2010 / 19:00 / Studio Słodownia +3

Bizarro:
A za jakieś 30 lat, będziemy nadal zapraszać ludzi, żeby przychodzili podziwiać nas jak tańczymy na wiejskich plebaniach. Lekko zakłopotany pastor, drapiąc się po zaczerwienionych uszach będzie tłumaczył wiernym, ze my – najstarsza para w okolicy, oddani fani Johnny’ego Cash’a i Anny Halprin – stworzyliśmy ten spektakl ponad 30 lat temu ku przestrodze młodych małżeństw.

Ryszkiewicz:
To może nie przejść. Za 30 lat ja będę miała około pięćdziesiątki ale ty będziesz dobijał do osiemdziesięciu! Będziemy mało wiarygodni jako para.

Bizarro:
Aha, i tu dochodzimy do sedna naszego projektu; a właściwie do jego drugiego dna. Otóż ja pozwolę się zamrozić, aby doczekać, aż osiągniesz mój wiek i wtedy powrócę, żeby się z tobą ożenić.

Ryszkiewicz:
Jak Walt Disney !

Bizarro:
On tez chce się z tobą żenić?

Ryszkiewicz:
Nie, też jest zamrożony.

Histoire de… to propozycja tańca godowego i danse macabre w jednym. 
Nie tak wcale daleko i nie tak wcale dawno, na dzikim zachodzie naszych projekcji, dwoje bohaterów wpada w tarapaty, traci głowę, podnieca się na widok ogródków warzywnych, gra na harmonijce na czworakach, tęskni i próbuje się spotkać.

Scena, którą zamieszkuje ta para, nie ma w sobie ani jednego rozpoznawalnego elementu, który współtworzyłby sensowną całość. Czasem jest przestrzenią realną, czasem wymyśloną. Nie budując punktu oparcia ani dla tancerzy ani dla widzów, nie kadruje, nie kontekstualizuje, proponując jedynie szeregi pustych możliwości odniesień lub wspomnień. 
Miotani pomiędzy czarnymi dziurami, artefaktami muzycznymi, dyniami wyrastającymi z grządek mat do jogi a własnymi pragnieniami, lekko becketowscy bohaterowie histoire de..., podśpiewują dzielnie pod nosem Where is my mind. A zwiastują chyba tylko koniec świata.

Przynajmniej koniec świata dzikiego zachodu.

instytutfrancuskiwwarszawie cndc